Co poza duopolem?

24 stycznia 2017

Jeśli cały swój budżet wydasz na reklamę w aplikacjach należących do Google i Facebooka, będziesz na dobrej drodze, by dotrzeć do każdego cyfrowego konsumenta – czytamy na blogu firmy Salesforce. To prawda, dane są imponujące. Ale czy naprawdę do każdego?

Duopol na świecie i w Polsce

Salesforce przypomina, że blisko 90 proc. czasu spędzonego w USA na korzystaniu z urządzeń mobilnych to korzystanie z aplikacji. A nawet 20 proc. całego czasu, to używanie Facebooka. Dalej podkreśla, że 8 najpopularniejszych aplikacji w Stanach należy albo do Google’a, albo do Facebooka.

Według danych Nielsena, Facebook ma co najmniej miliard użytkowników na całym świecie, którzy zaglądają do serwisu tylko przy użyciu sprzętów mobilnych. Podobne liczby będziemy mieć w przypadku użytkowania Messengera i WhatsAppa. Instagram może pochwalić się 600 milionami użytkowników. 750 milionów osób zalogowanych do Gmaila przegląda pocztę mobilnie. Ponad 500 milionów użytkowników YouTube’a ogląda mobilnie filmy. Ponad połowa zapytań do wyszukiwarki Google także odbywa się na urządzeniach przenośnych. Dziennie, jest to ponad 1,5 miliarda wpisów.

Jak podaje Gemius, w Polsce także 8 pierwszych aplikacji należy do duopolu Facebook i Google. Nieco inaczej jednak przedstawia się popularność wyżej wymienianych usług. YouTube wyraźnie wyprzedza tutaj Facebooka. Z tego pierwszego korzysta 13 milionów Polaków, z drugiego niecałe 9,5 miliona. Ale z Messengera już blisko 11 milionów. WhatsApp jest znacznie mniej popularny – ma 3,5 miliona sympatyków. A Instagram 2,3 miliona.

Nie tylko reklama

Salesforce zdaje się jednak za bardzo skupiać na dwóch technologicznych gigantach i marginalizuje nieco takie aplikacje, jak choćby Snapchat. Usługa ma obecnie 300 milionów użytkowników na świecie, a liczba ta rośnie w zaskakująco szybkim tempie. Także w Polsce snapy wysyła sobie 1,5 miliona osób.

Warto też przypomnieć tutaj o głosach ekspertów przestrzegających przed ograniczaniem swoich wydatków tylko do oferty Facebooka i Google’a. CEO największego holdingu reklamowego WPP nazwał niedawno jedną z tych marek wrogoprzyjacielem (ang. frenemy), gdy mówił o tym, jakie kwoty przekaże jej na promocję swoich klientów. Wobec reklamowego duopolu rzeczonych gigantów sceptyczny był także global business director w Mobext, Dimitri Dautel. GoMobi.pl rozmawiało z nim w listopadzie.

Analitycy Credit Suisse przypominali w ubiegłym roku, że wydatki na reklamę Facebooka i Google’a to wciąż 15 proc. wszystkich wydatków reklamowych i 50 proc. nakładów cyfrowych. Zwracali tutaj też uwagę na rolę Snapchata i Amazona. Eksperci podkreślali, że nie do końca jasna jest wewnętrzna metodologia statystyk, jakimi chwalą się Google i Facebook. Zauważali, że agencje często nie traktują swoich klientów indywidualnie, bo i tak korzystają z ogólnych warunków, które uzyskali na rozmowach z dwójką gigantów.

Venturbeat spodziewa się także, że typowy model reklamowy może okazać się wkrótce niewystarczający. Wskazuje na sukcesy chińskiego koncernu Tencent, który, wykorzystując choćby WeChata, dociera z bardzo bezpośrednim przekazem do konsumentów. Chińczycy konfrontowani tutaj są nie z kreacjami reklamowymi, ale z produktem, który kupić można niemal jednym dotknięciem palca.

Komentarze:

Comments

comments

Blogi

X
//