IKO i jemu podobne to przysłowiowa „łapa” banków na naszej kasie

13 września 2013

Trzy miesiące temu największe polskie banki ogłosiły stworzenie wspólnego standardu płatności mobilnych. Ideę szybko poparł MasterCard, wkrótce przyłączył się do współpracy także eCard. Nie było chyba medium branżowego, które nie zachwycałoby się tym pomysłem. Mnie to jednak wcale nie ucieszyło.

Dziennikarze i moi koledzy – blogujący o świecie mobile – prześcigali się w zachwytach. Że w końcu wspólny standard, że będzie tak powszechnie, że w zasadzie same plusy dla użytkowników mobilnych. Z natury jestem optymistką, ale moje ograniczone zaufanie do banków nie pozwalało mi podzielać tego entuzjazmu i wiary w to, że nagle banki chcą coś zrobić dla mobile’a – ot tak, bezinteresownie niemalże. Przecież jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. A bankom to już na pewno o pieniądze chodzi! Spokojnie odczekiwałam na pojawienie się pierwszych głosów krytyki i dyskusji na temat tego, w jakim kierunku idą polskie płatności mobilne. A to nic, cisza! Jak to możliwe, że nikt nie przypomniał sobie o wchodzącej od stycznia 2014 r. ustawie?

W Polsce nadal rządzi gotówka

Obecnie pieniądze większości konsumentów i firm lądują na koncie bankowym. Aby móc wydawać swoje pieniądze musimy je wypłacić w gotówce z bankomatu (blisko 80 proc.– wg NBP) lub mamy możliwość płatności kartą (ok. 20 proc. – wg NBP). Część wydatków pokryjemy przelewami, ale nie wszystkie. Przy płatnościach kartą pojawią się intercharge. Dzisiaj w Polsce jest to średnio 1,3 proc. (w Europie 0,7 proc.). Teoretycznie pokrywa ją punkt handlowy lub usługowy tzw. merchant. Sama opłata interchange stanowi ok. 85 proc. prowizji pobieranej od każdej transakcji (trafia ona bezpośrednio do banku, który wydał kartę). Resztę stanowią tzw. opłaty procesingowe operatora (Visa, MasterCard) i wynagrodzenie agenta rozliczeniowego (to firma, która instaluje terminale w sklepach i rozlicza transakcje). Dodatkowym kosztem jest miesięczna opłata za dzierżawę terminalu do akceptowania kart. To koszt rzędu 80-100 zł. Wejście od stycznia 2014 r. ustawy obniżającej intercharge do 0,5 proc. dotyczy jedynie prowizji banku. Operator karty oraz agent rozliczeniowy nie muszą zgodzić się na jakiekolwiek obniżki. Strata dotknie więc praktycznie wyłącznie banku. Oczywiście, jeśli np. operatorzy Visa i MasterCard nie podniosą swoich opłat z opcją odprowadzenia części prowizji do banku, aby zbilansować stratę partnerów.

W związku ze zmniejszonymi wpływami z intercharge banki przeniosą ciężar finansowy utrzymania kart na klientów końcowych, a zatem możemy się spodziewać wzrostu opłat bankowych. Dotychczas opłaty te ciążyły na merchantach, a dla klientów końcowych pozostawały ukryte – w cenach towarów i usług.

Solidarność banków w kwestii płatności mobilnych

Banki zmuszone do obniżenia intercharge, wejścia w negocjacje z operatorami oraz mając świadomość, że operacje gotówkowe to nadal ok. 80 proc. rynku obrotu pieniądzem szukają nowych dróg zarobku. Idealnym rozwiązaniem wydają się być płatności mobilne, choć jeszcze niedawno wprowadzane płatności zbliżeniowe miały konkurować i wypierać płatności mobilne. Z założenia płatności mobilne w wydaniu IKO wcale nie mają zastąpić tradycyjnych kart w płatnościach. To jedynie dalsze zagarnianie rynku – owych blisko 80 proc. operacji pozakartowych. Chociażby taki drobiazg jak korzystanie z IKO zagranicą. IKO nie będzie nam służyć do płatności zagranicą, a zatem warto mieć i kartę, i płatności IKO.

Konsorcjum sześciu polskich banków nie jest pierwszym pomysłodawcą czy wdrażającym płatności mobilne na rodzimym rynku. Takie rozwiązania, które mogły powstać poza bankami jak: MassPay, CodiPay czy Smoopay są wdrażane od jakiegoś czasu i – co bardzo istotne – omijają opłaty banków. Siłą wspólnego rozwiązania IKO jest … racja silniejszego! Banki mogą uciekać się do delikatnego „szantażu” merchantów oraz włożyć nieporównywalnie większe środki finansowe w popularyzację własnego rozwiązania niż małe podmioty.

Płatności mobilne omijają intercharge

Dzisiejsza technologia mobilna umożliwia samodzielne zarządzanie własną gotówką trzymaną na koncie w banku poprzez zaufane aplikacje. Z powodzeniem może dziać się to z pominięciem pośrednictwa banku oraz operatora karty – a zatem bez prowizji, które te podmioty z pewnością by nam naliczyły. Dzięki nie-bankowym aplikacjom do płatności mobilnych możemy zarządzać swoim kontem bankowym, dokonywać płatności, tworzyć wirtualne czeki, sprawdzać stan gotówki, ustawiać limity wydatków. Opłaty, jakie ponosi w takim wypadku punkt handlowy czy usługowy są kilkunastokrotnie niższe niż te, które pobierają banki. Stąd głośna decyzja Biedronki – największej sieci handlowe w Polsce – o wejściu w płatności mobilne (obecnie wstrzymana lub co najmniej trzymana w tajemnicy wobec decyzji bankowego konsorcjum) i konsekwentny brak tradycyjnych terminali płatniczych. Oczywiście bankowe aplikacje także posiadają rozbudowane funkcjonalności, ale są o wiele bardziej skomplikowane i dla wielu korzystanie z nich jest nużące. Koszty ich utrzymania ponoszą klienci banku.

Czy świat mobilnych płatności jest tylko dla banków?

Apple i Google od lat tworzą systemy mobilne operacyjne w oparciu o ideę otwarcia się na deweloperów. Są oni tanią siłą roboczą dla potentatów, ale także udoskonalają iOS oraz Androida. To samo możliwe jest w każdym innym sektorze – w tym finansowym, o ile nie przeszkodzą temu ustawodawcy poszczególnych krajów. Dostęp do kont poprzez internet otworzył tę drogę dla świata mobilnego. Siła jest w merchantach, którzy – jak zrobili to już raz w przypadku kwestii wysokości intercharge – będą wybierać rozwiązania dla siebie finansowo korzystniejsze, bardziej przyjazne użytkownikom końcowym oraz technologicznie lepsze niż te oferowane przez banki. Rozwiązania, które pozwalają na ominięcie terminali płatniczych poprzez ich wirtualizację są już dostępne – ale konkurować mogą jedynie na rynku świadomych mechanizmów finansowych i możliwości technologicznych użytkowników – po stronie merchantów i użytkowników.

Postępujący właśnie proces „standaryzacji” płatności mobilnych w Polsce wcale nie napełnia mnie radością i błogim spokojem o tzw. „rozwój mobile w Polsce”. Banki kładą przysłowiową łapę na naszych pieniądzach z operacji pozakartowych, a większość komentujących rynek jeszcze im przyklaskuje. Bez żadnych pytań, bez żadnej dyskusji.

Komentarze:

Comments

comments

Blogi

X
//