Gdzie kończy się desktop, a zaczyna mobile?

3 października 2016

Rok 2002. Na komputerze pracowało się nad dokumentami w Office 2002, grało w GTA III i siedziało się na czatach na Interii, a najefektywniejszym sposobem na przeniesienie plików były płyty CD. Telefony służyły do dzwonienia i wysyłania SMS-ów, a najpopularniejszym modelem była Nokia 3310. Tablety? Znaliśmy tylko ze Star Treka. Połączenia wideo? Kojarzyły nam się tylko z odległą przyszłością zapowiedzianą przez „Powrót do przyszłości II”.

Rok 2016. Na 5,5” calowym ekranie edytujemy dokument w chmurze Office 365, streamujemy grę Play Station 4 i wrzucamy transmisję na żywo przez Facebooka. Moglibyśmy zadzwonić do kogoś, albo wysłać SMS-a, ale po co jak mamy Google Allo, które na dodatek samo podpowie nam co mamy odpisać?

Co się przez te kilkanaście lat stało?

Urządzenia mobilne przeszły ciekawą drogę. Na początku mieliśmy ogromne telefony komórkowe, które z jednej strony pozwalały na oderwanie się od kabla, z drugiej stanowiły porządny balast w podróży. Postęp technologiczny pozwolił na sukcesywne zmniejszanie podzespołów, a zwłaszcza baterii, dzięki czemu doszliśmy do takich konstrukcji, które trudno było obsłużyć palcami. Nagle wyświetlacze stały się kolorowe, a myśmy zaczęli konsumować treści foto i wideo, więc ekrany, a za nimi całe telefony zaczęły rosnąć. W momencie pojawienia się pierwszego iPhone’a ta lawina ruszyła z kopyta, dając nam multimedialne kombajny o mocy przeliczeniowej, o której komputery sprzed dekady mogły tylko marzyć. Do tego dochodzą produkty hybrydowe – będące połączeniem tabletów i komputerów dając nam zalety obydwu.

Software wspaniale pomaga w zacieraniu tych granic. Chmury pozwalają nam na natychmiastową i niewymagającą naszego udziału synchronizację danych – dzięki czemu mogę zacząć pisać ten tekst rano w domu przy kawie, dokończyć go na tablecie w drodze na spotkanie i sprawdzić czy wszystko jest poprawnie na telefonie w przerwie pracy. Co za tym idzie, aplikacje są przygotowywane „in all shapes and sizes”. Tutaj zresztą pojawiły się dwie ciekawe drogi przygotowywania aplikacji/programów. Pierwszą jest przygotowanie osobnej wersji na każdą kategorię urządzenia, często dopasowując do tego odpowiednią funkcjonalność – zwykle pełniejsze wersje są na desktopy, a podstawowe znajdziemy na urządzeniach mobilnych. Inną drogą poszedł np. Microsoft – tworząc Continnum na Windows 10 i aplikacje uniwersalne. Dzięki temu Windows 10 jest funkcjonalnie identyczny, niezależnie od urządzenia, z którego korzystamy. Co więcej podłączając telefon z Windows 10 do normalnego ekranu, uzyskamy wygląd klasycznego, desktopowego pulpitu. Również aplikacje, np. Office wyświetlają się identycznie jak na klasycznym laptopie. Testowałem to rozwiązanie przez pewien czas i jestem w stanie wyobrazić sobie by smartfonem zastąpić „normalny” komputer (zresztą nie tylko ja – w artykule „The Future of Work Is Mobile: How I Ran Two Multimillion-Dollar Startups From My iPhone” napisanym dla Inc. Mikael Cho pisze jak zarządzał dwoma dużymi startupami korzystając tylko ze swojego iPhone’a). Nie bez powodu też coraz więcej recenzji smartfonów sprawdza możliwość podłączenia pod telefon dysku zewnętrznego, myszki czy innych narzędzi peryferyjnych.

windows-continuum

Kolejną ciekawostką w przygotowywaniu aplikacji jest fakt, że wiele z nich nie stanowi już tylko ułatwienia w dostępie do usługi (np. aplikacja Facebooka), ale są usługą. Przykłady macie pewnie na swoich telefonach. Netflix na równi traktuje userów tradycyjnych i mobilnych. Co więcej z jego usług możecie korzystać przez stronę oraz dedykowane aplikacje nie tylko na telefony ale i na TV. Ubera zamówicie tylko przez aplikację mobilną, strona pozwoli Wam najwyżej przejrzeć historię przejazdów. Na Instagrama fotki z wakacji nie wrzucicie przez kompa – potrzebujecie telefonu – na dekstopie najwyżej możecie zobaczyć ile lajków dostaliście. W wypadku Snapchata na stronie nie macie czego szukać – cała funkcjonalność jest tylko w aplikacji. To pokazuje jak odwracają się punkty ciężkości – jeszcze niedawno technologicznym centrum naszego życia były desktopy, których komórki były przedłużeniem. Teraz mamy niezależne smartfony, które pozwalają nam na więcej niż komputery.

netflix

Najciekawsze pozostaje pytanie co dalej. Wchodzimy w erę VR – czy w 2026 będziemy pracować w goglach wirtualnej rzeczywistości i będziemy tworzyć dokumenty, przeglądać i edytować zdjęcia czy grać tylko za pomocą naszych ruchów? Już teraz PlayStation VR pozwala nam na prawie fizyczne uczestnictwo w grze, a dzięki rozwiązaniom jak HTC Vive możemy np. przestrzennie malować. Na pewno jeszcze wiele przed nami.

htc-vive

 

 

 

Komentarze:

Comments

comments

Blogi

X
//