Mobile jest dzieckiem internetu i podąża jego drogą

25 października 2017

Drugi z serii wpisów, gdzie przedstawiciele branży komentują i wyjaśniają największy problem, jaki dotyka dzisiaj mobile. Co wpływa na to, że mobile jest ciągle nieproporcjonalnie uwzględniany w wydatkach reklamowych w internecie. Więcej na temat idei „mobile zasługuje na więcej” w naszym wczorajszym inaugurującym cykl wpisie.

Mobile jest dzieckiem internetu i podąża jego drogą. Przypomnę, że trzeba było dekady, by wydatki reklamowe jako tako dopasowały się do poziomu zaangażowania użytkowników sieci. Oczywiście mówimy tu o budżecie jako całości. Trzeba pamiętać, że dotarcie do jednego użytkownika w internecie kosztuje dramatycznie mniej, niż w telewizji, radiu czy kiedyś w prasie. Opóźnienie w lokowaniu pieniędzy oraz „mobilna dziura” nie jest więc niczym dziwnym ani zaskakującym. Taka jest bezwładność rynku.

Po wtóre rewolucja mobile zbiegła się z innymi bardzo głębokimi procesami na rynku reklamy. Automatyzacją sprzedaży, programatyczne zarządzanie i kontrolowanie kampanii przez agencje, spadek zainteresowania działaniami wizerunkowymi, wzrost zainteresowania mediami własnymi marek, reklamą w kontencie. Wszystko to sprawiło, że pieniądze reklamowe przeciekają przez ręce wydawców na setki sposobów. Dodajmy jeszcze możliwość budowania zasięgów w konkretnych grupach odbiorców na wiele różnych sposobów oraz bardzo powolny proces budowania rynkowego prestiżu przez lokalnych graczy mobile. Nie ma także twardych danych, by pokazać, że reklama na ekranie 5 calowym jest równie efektywna, jak na 40 calowym. Trzeba czasu, aby do tego dojść.

Nie chcę polemizować w podanymi liczbami. To przybliżenia. Klient z Australii może dziś kupować, co miesiąc kampanię za milion dolarów do polskich userów w niepolskich aplikacjach/grach. Pieniądze te nie znajdą się w żadnych rankingach i szacunkach. Mocarze jak Facebook i Google ogromnie rosną na mobile. Czy ktoś umie te pieniądze prawidłowo zliczyć? Jak więc duża jest dziura mobile – dokładnie nie wie nikt.

To, co na dziś pomaga w ściąganiu kampanii reklamowych na urządzenia mobilne, to integracja z internetem desktopowym. Taka integracja zrównuje mobile’a do poziomu drugiego małego desktopu. Długofalowo to jest niemądre, nieprawdziwe i niedobre. Nie wszyscy rozumieją centralnej pozycji, jaką zajmuje dziś smartfon w życiu ludzi. Przez smartfon przechodzą dziś wszelkie komercyjne i większość niekomercyjnych aktywności. Smartfon jest centrum naszego cyfrowego życia, z którego steruje się wszystkim innym. A jego możliwości i potencjał wciąż nie są w pełni wykorzystane.

Wierzę, że w przyszłości to się zmieni. Kto na tym zarobi: pośrednicy z branży ad tech, media, twórcy usług, deweloperzy, a może firmy adblokowe? I jak bardzo w przyszłym roku wchodzące przepisy RODO oraz ePrivacy uderzą w mobile. To już temat na inną dyskusję.

Autor

Jarosław Śliżewski, dyrektor rozwoju projektów w Grupie Gazeta.pl

 

Komentarze:

Comments

comments

Blogi

X