Telefon na zakupach

13 grudnia 2016

Telefon stał się stałym towarzyszem naszych zakupów. Ponad 75% z nas ma już smartfona – czyli ¾ Polaków ma dowolny sklep w swojej kieszeni. Niewątpliwą zaletą posiadania czegoś w kieszeni jest możliwość wzięcia tego ze sobą gdziekolwiek – i tak mimo, że ponad połowa z nas przegląda internet mobilnie w domu, to aż 1/3 robi to w podróży, a co czwarty Polak w punktach sprzedaży, restauracjach czy kinach.

I dla mnie właśnie w tym kontekście najciekawsze jest wsparcie urządzeń mobilnych – sprzedaż omnichannelowa, uzależniona od kontekstu, gdzie smartfon pomaga dokładnie w odpowiednim momencie procesu zakupowego. Sam, mimo wielkiego zamiłowania do nowych technologii i uwielbienia dla mojego telefonu, praktycznie nigdy nie domykam transakcji na komórce. Często w drodze przeglądając oferty na smartfonie, gdy zobaczę coś ciekawego przerzucam się na laptopa – w końcu to większy ekran i mimo wszystko zwykle wygodniejsza obsługa – a po zapoznaniu się z produktem, przejrzeniu opinii na jego temat i wszelakich testów, idę do sklepu stacjonarnego by podjąć finalną decyzję o zakupie i wyjść z towarem od ręki. A scenariuszy na ten proces jest tysiące.

Wielką radość sprawiła mi informacja o nowym, pilotażowym sklepie Piotra i Pawła w którym wystarczy zeskanować smartfonem z aplikacją „Skanuj i kupuj” wybrane produkty, schować je do siatek i przy dedykowanym stanowisku zapłacić na podstawie podliczeń z komórki. Bez wyciągania zakupów na taśmę, bez skanowania przez kasjerkę i bez ponownego pakowania. Odpowiedni algorytm scoringowy zadba o to by nie było błędów i nadużyć. Dla mnie świetne – a gdyby można zapłacić od razu w telefonie to było by idealne.

Dlatego jeszcze większą radość poczułem gdy usłyszałem, że nowy, testowy salon Amazon – Amazon Go – działa zupełnie bez obsługowo. Ten eksperyment odbieram jako przeniesienie 1:1 sklepu internetowego do realu. Klient wchodzi, sczytując na bramkach przy wejściu do sklepu kod QR z aplikacji Amazon Go (de facto loguje się do sklepu), chodzi między półkami, gdzie tysiące czujników, kamer i sensorów, za którymi stoi niesamowicie wyrafinowany, uczący się algorytm, śledzą go i skrupulatnie notują co wsadził do swojego koszyka. Analogiczna sytuacja jak CRM w klasycznym ecommerce. Na koniec klient po prostu wychodzi, a za rzeczy które ma w koszyku automatycznie wystawiany jest rachunek i pobierana płatność z konta Amazon – ten proces jest chyba nawet szybszy niż w sklepie internetowym, gdzie często trzeba mocno się prze klikać by dojść do końca transakcji. Cały świat jest zachwycony tym rozwiązaniem i ja razem z nim – w branżach gdzie kupuje się dużo i często tego typu system będzie prawdziwym zbawieniem. A w całym procesie zakupowym Amazon Go telefon stał się skrytym, ale istotnym elementem będąc naszym identyfikatorem i portfelem – chociaż praktycznie go nie wyciągaliśmy.

Zresztą to nie pierwsze podejście internetowego giganta do rewolucji w tradycyjnym handlu. Pierwszym realnym sklepem jaki Amazon otworzył był Amazon Books – księgarnia. Ale oczywiście to nie jest zwykła księgarnia. Książki na półkach poukładane są okładką do klienta, tak samo jak w każdym internetowym sklepie z książkami. Przy każdej książce znajdziemy plakietkę z jej oceną i recenzją z Amazon.com – w księgarni sprzedają tylko książki które mają ponad 4 gwiazdki. Co ciekawe przy książkach nie ma cen. Te odpowiadają cenom na stronie Amazon, więc są dynamiczne, do tego zależą również od przynależności do Amazon Prime, wiele dającego programu lojalnościowego. By sprawdzić cenę musimy zeskanować kod książki w aplikacji Amazon lub na czytnikach rozmieszonych w sklepie. W samym sklepie, w którym siłą rzeczy jest ułamek oferty, można zamówić książki z internetowej oferty, poza tym znajdziemy tam też wszystkie elektroniczne gadżety ze stajni Amazonu – czytnik Kindle, tablety Fire HD czy asystenta głosowego Echo. Płacić za zakupy również można aplikacją – skanując odpowiedni kod przy kasie – ale niestety nie można po prostu wyjść z książką. Wszystko wskazuje na to, że Amazon Books był pierwszym polem testowym do poznani tego, jak ludzie kupują w realnym świecie i jak to sprawnie, ale dyskretnie, rejestrować.

Mi się bardzo podoba strona w którą to zmierza – zamiast na siłę wciskać klientowi Amazon Go aplikację, które często chowając się za technologicznymi nowościami i pod pozorem sztucznej pożyteczności, wciskają nam de facto tylko reklamy i zbierają o nas informacje – dostajemy prawdziwą wartość i wygodę. Oczywiście nie oszukuję się, to będzie zupełnie nowy poziom inwigilacji i ilość danych jakie przekażemy będzie nieporównywalnie większa od tej, i tak ogromnej, ilości którą udostępniamy teraz. Ale to jest dylemat na osobny artykuł – pozwalamy się śledzić ale w zamian korzystamy ze wszystkich zdobyczy nowoczesnego świata, czy pilnujemy swojej prywatności kosztem udogodnień.

 

Komentarze:

Comments

comments

Blogi

X